Adam Majchrzak

Kategorie

Archiwum

Linki


Szukaj




Bergson Valley

07 września 2007 23:09

Bergson Valley

Kurtka zakupiona jakieś sześć lat temu, jako kurtka o zastosowaniu miejskim. Ot po prostu trafiłem do sklepu Bergsona w Opolu i postanowiłem ją kupić.

Dane producenta:

Wrażenia z użytkowania

Sama kurtka jest wykonana dość starannie. Do dziś, od czasu do czasu jej używam, jednak tak naprawdę jej żywot zakończył się jakieś 1.5 roku temu. Materiał z jakiego jest wykonana – Supratex 5000 – wytrzymał próbę czasu pod względem wytrzymałości. Nie ma żadnych przetrać, czy pęknięć na szwach. Parametry wodoodporności i oddychalności od początku nie były rewelacyjne, z czasem się pogorszyły. Kurtka przecieka nawet przy niezbyt dużym deszczu. Łatwo się w niej również zapocić. Po jakichś trzech latach zaczęły puszczać szwy przy kieszeniach oraz rzepy na rękawach, które na dzień dzisiejszy w ogóle nie pozwalają na regulację obwodu mankietów. Kurtka jest wyposażona również kaptur, chowany w kołnierzu. Jest to chyba najlepiej trzymający się dziś element kurtki, ponieważ praktycznie go nie używałem :) Generalnie nie używam kapturów. Jeśli chodzi o tą kurtkę to pierwszy „poważny” test kaptura odbył się po 4 latach użytkowania, dwa lata temu, podczas zjazdu w śnieżycy z Marmolady. Sprawdził się dość dobrze, gdyż posiada niezłą regulację. Kurtka nie zachwyca ilością kieszeni. Posiada dwie kieszenie zewnętrzne i jedna napoleońska. Jak na kurtkę miejską to jednak wystarcza.

Podsumowanie

Jeśli chodzi o zastosowanie z jakim została kurtka kupiona – sprawdziła się. Zarówno materiał jak i krój stawia pod znakiem zapytania inne zastosowania. Co ciekawe firma Bergson od lat nie zmienia materiałów, które powiedzmy sobie szczerze nie są topowe. Model Valley nie jest już produkowany z tego co mi wiadomo, jednak ze względu na identyczny materiał stosowany również dziś, można odnieść to do obecnie produkowanych kurtek. Mogę polecić więc tą kurtkę osobom, które potrzebują kurtki miejskiej, na jakieś 2-3 lata. I to wszystko. Ale uczciwość wymaga, abym zachęcił jednak potencjalnych kupców do porównania oferty firmy Bergson z ofertą innych firm. Mogą być lekko zaskoczeni… ;)

Wady:

Zalety:

Popularity: 30% [?]

Kategoria: Testy sprzętu Brak komentarzy »


Milo Iceberg 35

15 sierpnia 2007 12:08

Milo Iceberg 35Plecak został zakupiony w sierpniu 2006 roku, tuż przed tygodniowym wyjazdem na skałki, z założeniem zakupu plecaka wspinaczkowego, do późniejszego wykorzystania w Tatrach. Rozważane były dwa plecaki: Milo Iceberg oraz Salewa Summit. Ostatecznie po oględzinach w sklepie zdecydowałem się na Milo.

Wrażenia z użytkowania

Pierwsza sprawa jaką zauważyłem to waga plecaka. Pusty plecak jest lekki. Ma na to wpływ z pewnością materiał z jakiego został wykonany. Jest to tkanina Midora 600D. Materiał dość cienki ale jednocześnie jak się okazało mocny. Plecak posiada budowę dwukomorową, przy czym rozpinając zamek, można zamienić go w jednokomorowy. Jedna duża kieszeń w klapie i brak jakichkolwiek kieszonek wewnątrz komory głównej, czy na bokach. Plecak wyposażono w system nośny E-formula – 4 poduszki dystansowe obłożone szybkoschnącą siateczką 3D; całość usztywniona płytą oraz wyjmowaną listwą duraluminiową. Tył plecaka jest więc sztywny. Przy wykorzystaniu pasa biodrowego, zapewnia również dobrą wentylację. Ponieważ jestem osobą, która nie zabiera ze sobą zbędnych kilogramów, ze względu na bolący od czasu do czasu kręgosłup, spokojnie na 3 dni pakuję się do tego plecaka. Jeśli chodzi o wyjście wspinaczkowe, również jest to wystarczająca pojemność na upchnięcie całego szpeju, łącznie z lina i kaskiem. W trakcie wspinania, plecak można skompresować bocznymi trokami. Pas biodrowy podczas wspinaczki dodatkowo stabilizuje nam plecak, a na podejściach skutecznie przenosi obciążenie na biodra. Co mnie się spodobało o dwie kieszonki na pasie biodrowym, obie zapinane na zamek. W jednej miałem zawsze telefon komórkowy, w drugiej dwa batoniki :) Dzięki temu w kieszeniach softshella miałem miejsce na czapkę i rękawiczki, bez obawy, że podczas ich wyciągania komórka poleci na piargi. Jedyne co mogę napisać na minus, to budowa klapy plecaka. Jeśli jest dość mocno wypchana, a plecak mamy wysoko założony, podczas wspinaczki, wówczas walimy tyłem kasku o niego, gdy podnosimy głowę do góry. Wydaje mi się, że kieszeń jest zbyt „wysoka”. W trakcie marszu, gdy plecak mamy niżej założony, i nie mamy na głowie kasku, wówczas to nie przeszkadza. Z jednej więc strony dobrze, bo sporo się mieści, z drugiej, jak za dużo to przeszkadza. Można by się również trochę przyczepić do rozmiaru troka na czekan, ale i tak nie jest to plecak wspinaczkowy na zimę, bo powinny być dwa…

Podsumowanie

Po ponad roku używania, różnego typu wyjazdach, jestem z tego plecaka zadowolony. Na wspinaniu się sprawdził bardzo dobrze, na podejściach też. Nie ma żadnych uszkodzeń, naderwań, przetarć itp. Jego konstrukcja jest dość prosta, nie powala ilością troków, czy kieszonek, ale myślę, że są wystarczające. W każdym razie ja nie potrzebowałem do tej pory więcej. No może fajnie by było, gdyby plecak posiadał jakieś szpejarki co na pewno doceniliby wspinacze. Poza zabrudzeniem plecaka – jasne elementy plecaka (ale od roku go nie prałem i muszę w końcu to zrobić :) ) nie mogę na niego narzekać. Podsumowując – polecam!

Wady:

Zalety:

Popularity: 24% [?]

Kategoria: Testy sprzętu Brak komentarzy »


Wolfgang Guide

06 sierpnia 2007 18:08

Wolfgang GuidePlecak zakupiłem ponad rok temu w czerwcu. Głównie z myślą o użytkowaniu miejski (zakupy) oraz noszeniu sprzętu na treningi. Najpierw dokonałem przeglądu oferowanych plecaków w internecie, a następnie udałem się w celu ich obmacania do sklepu. Z racji planowanego wykorzystania plecaka zwracałem uwagę przede wszystkim na zastosowane materiały (ich potencjalną wytrzymałość) oraz sposób uszycia (rozmieszczenie i ilość kieszonek). Przyjęta pojemność plecaka od 25-35 litrów.

Z dostępnej wówczas oferty (porównanie z produktami Salewy i Milo) plecak Wolfganga najlepiej spełniał moje wymagania. Materiał z jakiego został uszyty (DuraOn) sprawiał naprawdę pancerne wrażenie. Ilość kieszonek również imponowała. Dość dobrze leżał mi również na plecach (oczywiście w sklepie był pusty). Także nie wahając się dłużej zakupiłem wybrany model.

Dane techniczne

Podaję wg producenta:

Mój plecak wg danych naszytych na nim ma pojemność 28l. Zauważyłem, że teraz jest na stronie producenta oferowany w dwóch pojemnościach: 20l. oraz 25l.

Wrażenia z użytkowania

Po ponad roku użytkowania szczerze muszę przyznać, że dobrze wydałem pieniądze. Plecak używany jest codziennie pod różnym obciążeniem. Raz są to dość ciężkie zakupy, a innym razem jedynie ubrania na trening. Towarzyszył mi również na kilku jedno-dwudniowych wyjazdach, na rajdy terenowe oraz w góry.

Jeśli chodzi o materiał, okazał się rzeczywiście bardzo wytrzymały. Nie ma żadnych przetarć, naderwań szwów, czy tym podobnych uszkodzeń. Świetnie trzyma się również materiał, którym są obszyte szelki – jedynie minimalne zmechacenia. Co do zamków również nie ma się do czego przyczepić, chodzą tak jak na początku, płynnie, bez zacinania się. Ale w końcu wszystkie zamki to YKK, więc nie ma się co dziwić.

Plecak dobrze leży, zarówno załadowany po brzegi jak i pusty, skompresowany trokami. Jednak przyznać trzeba, że z racji swojej konstrukcji (sztywne plecy) będzie chyba nie do końca pasował osobom niskim i „wąskim”, mam tu na myśli głównie kobiety. Radziłbym go przymierzyć, żeby nie okazał się potem niewygodny.

Ilość kieszonek w plecaku daje możliwość wygodnego rozmieszczenia różnych noszonych na co dzień drobiazgów. Wewnętrzne kieszonki są zabezpieczone zamkami, co skutecznie zapobiega mieszaniu się wszystkiego razem. Jest to niewątpliwy plus tego plecaka.

Jeśli chodzi o system wentylacji, to powiedzmy szczerze, że nie jest on jakimś niesamowitym rozwiązaniem. Na dłuższym podejściu, na szlaku możemy odczuć, że wilgotnieją nam plecy. Nie jest to jednak jakaś straszna wada jeśli weźmiemy pod uwagę miejskie zastosowanie plecaka.

Plecak nie jest wyposażony w pas biodrowy a jedynie taśmy stabilizujące. I tu kilka słów na ich temat. Nie są one przyszyte na stałe a jedynie przytwierdzone do plecaka za pomocą klamer. Istnieje więc możliwość ich całkowitego odpięcia. Będąc jednak w zeszłym roku na rajdzie terenowym w Sielpi, który słynie z tego, że jest dość mokry, miałem ze sobą ten plecak. Otóż po namoknięciu pod wpływem moich ruchów, paski wysuwały się z klamer. Zakładałem je może ze dwa trzy razy, w końcu odpiąłem całkowicie, zmuszony zrezygnować ze stabilizacji plecaka w pasie. Także ten element na minus. Dodam, że paski były przełożone należycie, z zabezpieczeniem ;)

Jeśli już o niedociągnięciach. Muszę wspomnieć, że z racji pancerności plecaka, niestety posiada on dość sporą wagę, jak na w sumie niewielki plecak – 1500g. Mnie osobiście jakoś niespecjalnie to przeszkadza, ale mogą się znaleźć osoby, którym nie spodoba się waga pustego plecaka. Wydaje mi się więc, że z racji budowy i wagi, niespecjalnie nadaje się dla dzieci. Osoby drobniejsze powinny go przymierzyć.

Podsumowanie

Po ponad rocznym użytkowaniu mogę stwierdzić, że plecak jest jak najbardziej wart polecenia. Na co dzień sprawdza się znakomicie, a i na krótkie wycieczki za miasto będzie świetnym rozwiązaniem. Materiały w nim zastosowane są naprawdę bardzo dobre i myślę, że będzie mi służył jeszcze bardzo długo. Póki co nie planuję jego wymiany na inny. Polecam go wszystkim, przy zastrzeżeniach, o których wcześniej wspomniałem.

Wady:

Zalety:

[recenzja została umieszczona w serwisie ngt.pl]

Popularity: 24% [?]

Kategoria: Testy sprzętu Brak komentarzy »


Treksport Essence Jacket

25 lipca 2007 20:07

Essence jacketKurtka: Treksport Essence Jacket
Materiał: PowerBloc 3-Pro
Waga: 850g
Wodoodporność: 20 000 mm H20
Oddychalność: 16 000 g/m2/24h

Kurtkę zakupiłem na początku lipca, bezpośrednio przed wyjazdem na dwutygodniowy pobyt w Tatrach. Cel wyjazdu – wspinanie. Rozważając zakup kurtki zwracałem więc uwagę na wszystkie cechy będące przydatne dla wspinacza. Nie szukałem kurtki na miasto, ale w góry. Zacząłem od przeszukania oferty znanych firm, wytypowaniu kilku modeli, a następnie wybrałem się do sklepu, aby je po prostu zobaczyć, pomacać i przymierzyć.

Cechy, na które zwracałem największą uwagę to:

Nie ukrywam, że już w domu podczas typowania potencjalnego przedmiotu zakupu najlepsze wrażenie sprawiła na mnie kurtka Treksport’a. Rozważałem jeszcze produkty firmy Milo oraz Lafuma. W sklepie podczas przymierzania i bliższych oględzin, bezdyskusyjnie wygrała kurtka Treksport’a. Posiadała wszystkie wymagane przeze mnie cechy, więc nie będę o nich wspominał. Dodatkowe argumenty, które zdecydowały o zakupie to (wg ważności dla mnie):

Wszystkie ww. cechy zdecydowały, że zakupiłem właśnie ten produkt. Teraz trochę opinii z użytkowania. Kurtka była używana codziennie przez dwa tygodnie. Miałem ją na sobie zarówno na podejściach, jak i w ścianie w trakcie wspinaczki.

Oddychalność/wodoodporność/wiatroszczelność

Dwa dni podczas których wspinałem się na Mnichu pozwoliły mi na przetestowanie wiatroszczelności kurtki. Wiał wiatr (wg prognozy) o prędkości około 50-60km/h. Wynik – przepuszczania wiatru nie stwierdziłem. Świetnie sprawdził się wysoki, regulowany kołnierz. Temperatura spadła do około 5st. C wiec miałem na sobie również polar. Jeśli chodzi o termikę w tych warunkach mogę stwierdzić, że czułem się naprawdę komfortowo. Po podejściu, bardzo szybko zawilgocenie kolejnych warstw odzieży zniknęło (koszulka termoaktywna, polar 200, softshell) i zaczynając wspinaczkę nie czułem żadnego dyskomfortu. Mogę więc stwierdzić, że jeśli chodzi o oddychalność kurtka sprawdza się bardzo dobrze. Po przeniesieniu się na Halę, gdzie temperatury wraz z kolejnymi dniami rosły i pogoda się poprawiała, stopniowo zrezygnowałem z polara, pozostając w końcu w softshellu i koszulce. Również w tych warunkach pod względem termicznym nie mogę niczego kurtce zarzucić.
Niestety nie udało mi się przetestować kurtki w większym deszczu. Jeśli chodzi o mżawkę to mogę powiedzieć tyle, że krople nie wsiąkały w kurtkę. Mam nadzieję, że uda mi się tę cechę również przetestować i uzupełnić recenzję (dlatego w ocenie 4).
Należy tu również wspomnieć o tym, że softshell nie posiada kaptura. Osobiście nie uważam tego za wadę, więc nie miało to wpływu na mój wybór. Uważam, że jeśli pogoda zmusza nas do założenia kaptura oznacza to również, że musimy mieć na sobie coś więcej niż softshell jako warstwę zewnętrzną. I konieczność posiadania kaptura przerzucam na kurtkę typu hardware lub PacLite. Osobiście jednak wolę solidną czapkę niż kaptur. Nawet jeśli mam kaptur w kurtce nie używam go. Wydaje mi się również, że gdyby u kołnierzu był ukryty kaptur wpłynęłoby to na wygodę użytkowania (efekt ”ortopedycznego kołnierza”).

Zastosowanie wspinaczkowe – krój, swoboda ruchów, trwałość

Podczas wspinaczki kurtka sprawuje się po prostu świetnie! Pełna swoboda ruchów. Doskonałe dopasowanie do sylwetki o czym wspomniałem już wcześniej. Krój kieszeni zapewnia bezproblemowy dostęp do nich, gdy mamy na sobie zarówno uprząż jak i plecak. Kieszenie mieszczą bez problemów polarową czapkę, rękawiczki, batony i jeszcze ręce się mieszczą :) Zamki działają bardzo płynnie, nie zacinają się i pozawalają na swobodne nimi operowanie. Podczas wspinania gdy nasze ciało wygina się i rusza we wszystkie możliwe strony bardzo doceniłem (szczególne podczas wiatru) przedłużony tył kurtki, który po ściągnięciu dolnego ściągacza, tylko z rzadka podsuwał się do góry i bardzo dobrze chronił okolice nerek. Myślę jednak że owe przesuwanie się kurtki w górę było spowodowane jedynie ruchami uprzęży oraz plecaka i jeśli już to następowało, to musiałem kurtkę poprawiać raz na 3-4 godziny. Uważam że to bardzo dobry wynik bo osobiście nic mnie tak nie denerwuje jak konieczność poprawiania kurtki, polara, koszulki czy co bym tam miał na sobie, pod uprzężą i to co kilka metrów na ścianie. Także pod tym względem kurtka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
Zastosowanie różnej grubości materiału w różnych miejscach kurtki to naprawdę świetne rozwiązanie. Grubszy materiał zastosowano w miejscach narażonych na przecieranie. Zastosowano go na przedramionach (ocieranie o skałę), na barkach (plecak), na bokach w okolicach lędźwi (uprząż, pas biodrowy). Cieńszy materiał zastosowano pod pachami, aby poprawić wentylację. Reszta kurtki do materiał o ”normalnej” grubości. Mogę stwierdzić, że materiał jest naprawdę trwały. Podczas nagminnego ocierania się o skałę, zahaczania szpejem nie stwierdziłem na materiale żadnych zaciągnięć, uszkodzeń. Materiał również bardzo słabo łapie brud. Po dwutygodniowym wycieraniu ”wygrzanego słońcem tatrzańskiego granitu” kurtka w praniu ręcznym jedynie słabo zszarzyła wodę w misce. Spodziewałem się naprawdę czarnego koloru wody. Miłe zaskoczenie pod tym względem. Kurtka również nie łapie ”zapachu” a zdarzało mi się ją nosić na gołe ciało, głównie na podejściu, podczas którego pociłem się obficie :)

Jak już napisałem kurtka była używana dwa tygodnie. Nie jest to być może zbyt długi okres, ale jeśli podzielimy to na weekendy, będzie to około siedmiu wypadów na wspinanie. Poza tym uważam, że ten okres pozwala już powiedzieć coś o parametrach kurtki. Dłuższe używanie pozwoli wypowiedzieć się na temat trwałości kurtki: zachowania parametrów, wytrzymałości materiału i szwów.

Mimo dość krótkiego okresu używania ja osobiście mam o tej kurtce bardzo dobre zdanie. Jeśli miałbym ją komuś polecić zrobiłbym to z czystym sumieniem. Wymieniam tylko jedna wadę. Robie to jedynie dla zaspokojenia czystego sumienia, że opis jest pełny, ponieważ zaobserwowałem taki efekt. Natomiast z punktu widzenia użytkowania kurtki wydaje mi się to kompletnie nieistotne.

Zalety:

Wady:

[recenzja została umieszczona w serwisie ngt.pl]

Popularity: 35% [?]

Kategoria: Testy sprzętu Brak komentarzy »


Milo Cruice Cork

20 lipca 2007 20:07

Milo Cruice CorkWyjeżdżając w tym roku w Tatry na dwa tygodnie, poszukiwałem kijków trekingowych. Nie byłem jakoś specjalnie przekonany do tego typu sprzętu, jako że wcześniej go nie używałem, więc postanowiłem zakupić kijki niejako na zasadzie eksperymentu. Zdecydowałem, że do sprawdzenia czy pasuje mi ich używanie, postanowiłem kupić najtańsze. Życie jednak bywa zaskakujące i okazało się, że były mi na tym wyjeździe niezbędne. Ale to tym za chwilę…

Zakup kijków

Przeglądając dostępne modele w internecie, co jest moim zwyczajem, postanowiłem kupić kijki firmy Fizan model Alpin. Cena była zachęcająca i posiadały jakiś nie znany mi bliżej z działania mechanizm, zwany shock absorberem, który jak się domyślałem służył do tłumienia drgań przenoszonych na rękę podczas ich używania. Już w sklepie, sprzedawca zapytał mnie, czy aby na pewno chcę kupić te kijki. Po krótkiej dyskusji , zamiast nich zaproponował mi kijki firmy Milo. Nie piszę tu oczywiście, dlaczego mi odradził kijki Fizan… Zaletą kijków Milo miało być mocniejsze wykonanie i większa wytrzymałość mimo ich wyższej wagi. Cena również była niższa – 99PLN. Ponieważ jak napisałem, chciałem jedynie jakieś kijki przetestować dałem się namówić. I tak stałem się posiadaczem rzeczonych kijków trekingowych.

Warunki używania

Tak… miałem je tylko przetestować i nauczyć się nimi sprawnie posługiwać, żeby pomagały a nie przeszkadzały. Miałem to robić spokojnie przez dwa tygodnie na podejściach pod ściany. Życie mnie jednak zaskoczyło. W drugi dzień, po wspinaczce na Mnichu, już zmęczony, w trakcie powrotu na tabor nieszczęśliwie postawiłem prawą nogę. Ból… i strach – zwichnięta! Nie… cała. Pokręciłem nią i ruszyłem dalej, obiecując sobie ostrożne schodzenie. Niestety…. spokojnie szedłem 300-400m. Gdy postawiłem źle nogę drugi raz, pociemniało mi w oczach, wyraźnie strzeliło w kostce i już wiedziałem, że nie skończy się to tylko bólem. Rzeczywiście – noga po powrocie na taborisko, noga napuchła i zamieniła się w banie. Nie jest to jednak opowieść o mojej nodze… Dość na tym, że po dwóch dniach restu i przeniesieniu się na Halę Gąśienicową, ruszyliśmy w góry. I od tego momentu kijki stały się dla mnie niezbędne! Starając się oszczędzać zabandażowaną i śmierdzącą BenGayem stopę, z całych sił zapierałem się na kijkach. Mimo iż sytuacja poprawiała się powoli, to już do końca wyjazdu kijki były codziennie, kilka godzin używane w trakcie podejść i zejść na szlakach.

Wrażenia z używania

Rzeczywiście kijki mają swoją wagę. Porównywałem je zresztą z kijkami Kohla. Nie przeszkadzało mi to jednak zbytnio, jako że i tak miałem ze sobą mnóstwo szpeju, więc dodatkowe kilka deko nie było specjalnie męczące. Kijki zachowywały się zgodnie z przeznaczeniem jakieś 4-5 dni. Co mam na myśli… Otóż kijki mają zapewniać pewne podparcie. Niestety po kilku dniach, kijki pod wpływem wibracji, od czasu do czasu wbicia w ziemię, zaczęły się samoczynnie luzować. Musiałem je coraz częściej skręcać. Jeśli były skręcone mocno, nie luzowały się. Pojawia się tu jednak pewien problem. Mianowicie działanie shock absorbera. Działa on w ten sposób, że skręcone kijki luzujemy minimalnie, aż usłyszymy charakterystyczne kliknięcie. No i jeśli mamy włączony ten mechanizm, to kijki bardzo szybko się luzują i musimy je ponownie skręcać. De facto korzystanie z shock absorbera okazało się niemożliwe. Wolałem „stukać” o skałę, niż narażać się na to, że kijek mi się nagle zluzuje, a ja znów nie tak stanę jak trzeba. Duży minus za tego typu zachowanie się kijków. Druga sprawa to końcówka widia. Faktycznie, skały trzyma się dobrze, nie ślizga się i możemy się pewnie zapierać na kijkach. Niestety do czasu. Nie pamiętam już dokładnie po jakim czasie, ale około tygodnia, zauważyłem ze jedna z końcówek jest starta – nie złamana – do jakiejś 1/2 długości. Być może wcześniej nastąpiło jakieś odłamanie, ale końcówka była i jest teraz zaokrąglona, stąd mój wniosek o jej starciu. Uważam, że stępienie końcówki nastąpiło zdecydowanie za szybko, przez co jeden z kijków nie zapewniał już tak pewnego podparcia. Trzecia sprawa to nadruki na kijkach. Mało mnie interesują napisy „reklamowe” – nazwa itp. Ważne jednak dla mnie były oznaczenia do regulacji długości kijków. Również po jakimś tygodniu zaczęły się ścierać, a po dwóch tygodniach prawnie nić z nich nie zostało. A co za tym idzie, musiałem sobie zrobić nacięcia scyzorykiem na kijku, żeby wiedzieć gdzie jest 120cm. Jeśli chodzi o rączki kijków nie narzekałem na nie, nie bolały mnie dłonie, nie miałem też żadnych odcisków. Pasowały do mojej dłoni. Samo aluminium, z jakich są wykonane kijki, w trakcie ich obijania o skały i kamienie nie doznały jakichś uszkodzeń poza zadrapaniami.

Podsumowanie

Wszystko co opisałem powyżej sprawiło, że tego konkretnego modelu kijków nie polecę nikomu. Uważam, że dwa tygodnie intensywnego używania to jednak zdecydowanie za mało, żeby sprzęt zaczął się aż tak „sypać”. Być może będą dobre dla osób od czasu do czasu wychodzących na wycieczki, jednak w Tatry, na dłuższe chodzenie – odradzam. Szkoda tych 99PLN. Moim zdaniem warto wydać więcej i kupić lepszy sprzęt – poczytać gdzieś opinie innych.

Przekonałem się jednak o przydatności samych kijków i jestem już zdecydowany na zakup nowej pary, tym razem z wyższej półki. Mam nadzieję, że za jakiś czas napiszę na ich temat recenzję.

Wady:

Zalety:

[recenzja została umieszczona w serwisie ngt.pl]

Popularity: 96% [?]

Kategoria: Testy sprzętu Brak komentarzy »